Mogę i działam

Poznałam ostatnio bardzo ciekawe rozróżnienie: kreatywny a twórczy. Kreatywny to ten, który ma w sobie potencjał do tworzenia nowych pomysłów. Ten, który może. A twórczy to ten, który ma potencjał i realizuje swoje pomysły. Ten, który działa. Nie każdy kreatywny będzie również twórczy. I temu się przyglądam. Czemu czasem nie działam? Mogę, a nie działam? Bo się boję co inni powiedzą, bo nie wiem czy wypada, bo nie wiem czy to co robię ma wartość, nie wiem jak to zostanie przyjęte i jaki feedback do mnie trafi. Bo się wstydzę. Bo brakuje mi odwagi, żeby się pokazać. Pomiędzy „mogę” a „zrobię” jest  przestrzeń i w niej czasem kłębią się smoki i potwory. Pewnie nie tylko u mnie, pewnie u wielu z nas. Prawda???

Zauważam też, że w jednych obszarach jest mi o wiele łatwiej być twórczą, a w innych o wieeeele trudniej. I wiem, że jest to absolutnie jednostkowe, bo to w czym mi jest łatwiej – dla innych jest bardzo trudne. Swoimi obrazami, obrazkami, projektami chwalę się z łatwością, pokazuję je, wrzucam na instagrama. Chociaż kiedyś tylko myślałam o malowaniu. Kreowałam chociaż nie tworzyłam.
Ostatnio uczę się nowej techniki rysunku i zauważam jaką mam w tym łatwość, aby te pierwsze mazania pokazywać innym – mimo, wiem że mojej nauczycielce buty mogę czyścić . Ogólnie wszystkie graficzne rzeczy które tworzę – pokazuję i cieszy mnie to. Nawet jak niedoskonałe, to nie ma problemu. Zrobione lepsze od doskonałego. Robię, działam. Nawet jak nie wiem jak – to się dowiem.

No ale niech mam napisać artykuł merytoryczny, rozdział książki. O matko, co za męka. Ile ocen, szakali w głowie, ile lęku. Krytyk cały czas nadaje: no co Ty, co Ty wiesz, jakie Ty masz prawo, nic nie wiesz i nie umiesz pisać. Zmagania na maksa. Zero radości, zero lekkości. Orka na ugorze i to w pełnym słońcu. I jeśli ktoś ode mnie tego nie wyegzekwuje, to zawsze zrezygnuję. Pomimo tego, że wiem, że mam pomysł. Zostaję na etapie kreatywność – nie przechodzę w twórczość.I cały czas szukam tego co czyni różnicę.

Jedna z moich mądrych przyjaciółek zwróciła mi uwagę na nasz system oceniania – zupełnie inaczej odbieramy sztukę. Idąc tropem szkolnym staramy się odkryć co autor miał na myśli, sprawdzamy co w tym dla nas jest poruszającego czy ożywczego. Jak to z nami rezonuje, jak poprzez dzieło nawiązujemy relację z autorem. Sztukę przyjmuję. Sięgam po nią z ciekawością. Co moi koledzy grają, co znajoma szkicuje, jakie wiersze piszą, jakie bajki opowiadają. Chcę to poznać. I chcę być poznana.

Natomiast w kontakcie z pracami merytorycznymi – jesteśmy bardziej zero-jedynkowi. Zgadzam się z tym czy nie. Akceptuję czy podważam. Czy to wartościowe czy nie. Wchodzimy w ocenianie. A nic tak mnie nie zamyka jak ocenianie. Samo wyobrażenie, że zostanę oceniona i będę się czuła jak na lekcji geografii w liceum – przed czarną tablicą, z poczuciem beznadziei i pustką w głowie. Brrrr. To już lepiej nie tworzyć.

Inny czynnik , który też zauważam, to wewnętrzna motywacja – czyli pasja, ten ożywczy ogień, który sprawia, że się chce, że oczy błyszczą. Pasja musi być większa, od motywacji zewnętrznej – jakiegoś wynagrodzenia, elementu rywalizacji, itp. Tylko wtedy mnie napędza. No kurcze, czy ta zewnętrzna motywacja mogłaby dla mnie mieć więcej znaczenia?

Tak czytając swoje słowa, pojawia się myśl że ten duet kreatywność-twórczość jest obecny w każdym aspekcie codzienności – i w gotowaniu, i w relacjach, i w macierzyństwie. Mogę czy działam? Czy mogę i działam…

Nieustająco zapraszam na warsztat!

Warsztat dla rodziców